3 czerwca 2012

"Bez litości" - Lee Child

    No cóż, wpadłam w niejaki nałóg czytania książek tego autora i już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam kolejną jego powieść. Ale nie martwcie się, następna recenzja nie będzie dotyczyć kolejnej powieści Lee Childa, ponieważ w najbliższych dniach na pewno pojawią się recenzje innych książek. 
 
    „Edward Lane ma pieniądze – kieruje firmą wynajmującą byłych żołnierzy jednostek specjalnych do niebezpiecznych, często nielegalnych zadań we wszystkich częściach globu. Najlepszych z najlepszych, twardych, pozbawionych skrupułów profesjonalistów. Lane jest gotów zapłacić nawet kilka milionów dolarów, by odzyskać porwaną żonę i pasierbicę. Czy ktoś chciałby takiemu człowiekowi wchodzić w drogę? – jedynie samobójca. Wiedziony ludzkim odruchem Jack Reacher przyjmuje  zlecenie wytropienia porywaczy, ale w miarę rozwoju wypadków ogarniają go coraz większe wątpliwości. Czy rzeczywiście chodzi tu o okup? To już druga żona Lane’a, która została porwana – pierwsza zginęła tragicznie. Im więcej dowiaduje się o swoim pracodawcy, tym wyraźniej uświadamia sobie, że na wycofanie się jest już za późno…” *
 
    Jak do każdej książki o Jacku Reacherze i do tej zabrałam się z wielką przyjemnością i ciekawością, co tym razem autor przygotował o jednym z moich literackich ulubieńców (cóż trudno to ukryć, skoro tyle recenzji książek Lee Childa, w tak krótkim czasie pojawiło się na moim blogu). Jak zawsze akcja tocząca się w książce, wciągnęła mnie od pierwszej strony i zaczęłam oczywiście zastanawiać się kto tak naprawdę pociąga za sznurki. W pewnej chwili miałam pewne podejrzenia, co do tego (kto pociąga za sznurki), ale ta myśl wydawała mi się niezbyt przekonująca i szybko o niej zapomniałam. Jakie więc było moje zdziwienie gdy okazało się jednak to prawdą. Po raz pierwszy w książkach o Reacherze, akcja finałowa kończy się poza granicami USA, ba! Kończy się poza krajami Ameryki i finał przenosi się na spokojną angielską wieś, co automatycznie zmienia klimat książki, na mniej amerykański. Finał oczywiście mnie nie rozczarował i oczywiście czytałam ten finał z wypiekami na twarzy, ale zdarzały się momenty kiedy miałam dość zbyt długich opisów akcji. 
 
    Jedynie, co mnie najbardziej zastanowiło w czasie lektury i po jej przeczytaniu, to to, iż bohaterzy, którzy nie są jakoś związani z wojskiem, policją i podobnymi instytucjami, przechodzą do normalnego życia, po tym jak widzą ludzie, z którymi byli jakoś związani. Przechodzą do porządku dziennego, nawet w takich sytuacjach, kiedy wiedzą, że na ich posesji jest zakopany nieboszczyk, a nawet więcej nieboszczyków. Bez żadnej refleksji, obojętni, tak jakby w życiu nic się nie stało. Jakoś było to wybaczalne w innych powieściach o tym bohaterze – ta obojętność (chociaż w poprzednich powieściach dało się wyczuć refleksje nad tym, co się wydarzyło w życiu bohaterów). Ale tu w tej powieści jest tego brak. Rozumiem ludzi pracujących w policji czy w wojsku, bo oni pracują w takim środowisku i nie mogą sobie pozwolić na chwile „słabości”, aby nie zwariować. Ale w tej powieści, cywile są wyzuci z tych uczuć i żyją obojętnie wobec wydarzeń, które ich dotknęły. Jakby to była normalka….
  * opis z okładki


Autor: Lee Child
Tytuł książki: „Bez litości”
Wydawnictwo: Albatros
Miejsce i rok wydania:  Warszawa, 2007
Ilość stron: 432
Wydanie: I

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz