26 sierpnia 2011

"Katedra w Barcelonie" - Ildefonso Falcones

Barcelona w XIV wieku to czas, kiedy miasto rozwijało się gospodarczo; był to czas Inkwizycji w Barcelonie jak i w całej Katalonii. Na tle tych wydarzeń rozpoczęła się budowa kościoła pod wezwaniem Santa Maria del Mar (św. Maria z morza) w dzielnicy Ribera. Kościół, który był budowany w latach 1329 – 1383, a pierwsza msza, która w nim się odbyła, miała miejsce 3 listopada 1383 roku. 
„Historia budowy splata się z losami  Arnaua Estanyola, syna uciekającego przed okrutnym panem pańszczyźnianego chłopa. Z przymierającego głodem zbiega Arnau przemieni się w zamożnego patrycjusza, człowieka prawego i szanowanego. Tragarza portowego, żołnierza, bankiera, a później konsula morskiego. Żadne pieniądze, honory i zaszczyty nie uchronią go jednak przed niebezpiecznym spiskiem i długimi rękami inkwizycji…” (cyt. z okładki książki).   
Nim zaczęłam ją czytać, książka ta mnie przerażała swa liczbą stron i obawiałam się czy wytrwam, jeśli okaże się słaba. Zaczęłam czytać i powoli obawy się potwierdzały, nie mogłam się doczekać kiedy skończę czytać. Ale to, co na początku mnie przerażało, zostało w połowie, tzn. w trzeciej części książki rozwiane. 
Akcja książki rozpisana jest na cztery częśći:
Część I – Słudzy Ziemi;
Część II – Słudzy Możnych;
Część III – Słudzy Namiętności;
Część IV – Słudzy Przeznaczenia.
O ile w pierwszych dwóch częściach akcja książki nudziła mnie przede wszystkim językiem, prostym opisem, akcją, która płynęła powoli, nie wciągając mnie, tak trzecia i czwarta część swoją akcją sprawiła, iż zaczęłam czytać bez wytchnienia, nie zwracając uwagi na prosty język, proste opisy. Coś w końcu zaczęło się dziać. Z każdym zdaniem, z każdą nową stroną byłam ciekawa, co się wydarzy, co spotka Arnaua i jego przyjaciół. I o ile przez pierwsze dwie części chciałam jak najszybciej skończyć, tak przez trzecią i czwartą byłam coraz bardziej smutna, iż przez swą ciekawość zbliżałam się do końca. A przy ostatnim rozdziale książki, do smutku doszło jeszcze wzruszenie, że pomimo bohater znalazł miłość, miał syna, to jednak nie miał już bliskich, z którymi dzielił swe troski przez prawie 63 lata, a byli to ojciec, przybrany brat Joan, Guillem. Ale miał matkę w osobie Madonny, patronki kościoła Santa Maria del Mar, której się powierzył z braku miłości i obecności prawdziwej matki. Ta książka pozostawiła do tej pory pozostawiła we mnie wzruszenie i współczucie dla bohatera, który od swego urodzenia, aż do około pięćdziesiątego roku życia wiódł życie szczęśliwe przerywane bolesnymi wydarzeniami (śmierć – ojca, dwóch pierwszych żon, brata oraz przyjaciela; nienawiść ludzi, którzy uważali się za lepszych, co powodowało, że spiskowali przeciwko niemu). Ale mógł też liczyć na pomoc przyjaciół, zarówno tych bogatych jak i biednych. I dopiero około pięćdziesiątego roku życia mógł zacząć wieść spokojne życie u boku ukochanej Mar, wpatrując się jak jego ukochana świątynia rozrasta się, by 3 listopada 1383 roku mógł uczestniczyć podczas mszy konsekracyjnej kościoła. 
Ale wróćmy do recenzji, jak już wspomniałam, jest ona pisana prostym językiem, autor również prosto opisuje akcje, co jak już wspomniałam wyżej, może dla czytelników wydawać się z początku nudne, ale dla mnie gdy rozczytywałam się dalej, akcja była coraz ciekawsza. Wręcz byłam zadowolona, że książka ma 700 stron, co powodowało, że będę mogła długo być z głównym bohaterem. W tym przypadku nieważne była ta prostota we wszystkim, liczyło się tylko to, aby móc jak najdłużej obcować z książką, chłonąć atmosferę Barcelony XIV wieku. Wiem z licznych recenzji, które przeczytałam, że nie wszystkim się podobała, ale dla mnie wskaźnikiem tego czy książka była warta przeczytania jest, iż pomimo nudy, którą zawiało z początku, książka z każdą chwilą była ciekawsza i potrafiła wciągnąć do tego stopnia, iż myślałam tylko o tym, aby jak najszybciej poznać dalszy przebieg historii Arnaua i jego przyjaciół. Czyli polecam tym wszystkim, którzy nie boją się 700 stron, początkowej nudy oraz siły prostoty książek, bo „Katedra w Barcelonie” jest godna Polecenia. I życzę Wam tylu „wrażeń” i wzruszeń, które ja przeżywałam czytając te książkę. Serdecznie POLECAM! 

Tytuł: Katedra w Barcelonie
Autor: Ildefonso Falcones
Wydawnictwo: Albatros;
Data i miejsce wydania: 2010, Warszawa;
Wydanie: XIII;
Ilość stron: 704;
Oprawa: miękka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz